:p

:p

środa, 17 lutego 2016


                                                 Rozdział 8

- Gregor gdzie jest moja prostownica ? Widziałeś ją ? - Zapytałam Gregora byłam bardzo podenerwowana wyjazdem.
- Chyba w salonie leżała na stoliku. Nie denerwuj się tak będzie okej. W sumie musi być okej.
- Na pewno. Pakuj się szybciej bo spóźnimy się na samolot.
-  Ha ty to powiedz  do siebie nie do mnie ja jestem już prawie spakowany.
- Ty mnie będziesz pouczał. - byłam  blisko łóżka więc wzięłam poduszkę i zaczęłam bić Gregora. Zaczęła się fajna zabawa. Gregor oddał mi tym samym naglę dom był wielkim bałaganem a pierzyny z poduszek wylądowały na Gregorku.
- Anastazja ja Cię , zamorduję.
- Tak wiem, że mnie kochasz.
- Tak kocham Cię - powiedział Gregor
Nagle oboje zaczęliśmy się śmiać z całej tej sytuacji. Zaczęliśmy sprzątać a tu naglę zadzwonił dzwonek do drzwi. Byli to rodzice Gregora.
- Cześć kochani. A co ty się stało, że taki bałagan ? - Zapytała mama Gregora
- Mały wypadek przy pracy - powiedział Gregor
- Tak tak jasne synku - rzekła mama
Ja tylko wybuchłam śmiechem razem z tatą Gregora.
Nagle mama Gregora powiedziała
- Dacie mi zapasowe klucze ja tu wam wysprzątam  ale najpierw was odwieziemy na lotnisko i się pożegnamy.
- No to dobrze mamo , dziękuje Ci bardzo - rzek Gregor
- Dobra dawajcie walizki i jedziemy - powiedział tata Gregora

Gdy dojechaliśmy na lotnisko było mi tak dziwnie nie chciałam ,wracać do Polski bałam się jakoś tego wszystkiego.Pożegnaliśmy   się i wsiedliśmy do samolotu.
- Gregor jak myślisz jak tam teraz jest ?
- Nie wiem kochanie dowiemy się za parę godziny. Chciał bym ci na to jakoś odpowiedzieć ale nie umiem.
- Rozumiem Cię. Ja się prześpię  teraz a ty mnie budzić jak by się coś działo lub byli byśmy na miejscu.
- Dobrze, spij spokojnie.

 Po jakiś 2 godzinach Gregor mnie obudził. Na początku nie wiedziałam, co się dzieje dopiero po 5 minutach zaczęłam bardziej myśleć i uświadomiłam sobie, że za niedługo będziemy na miejscu.
- Kochanie  to już ? - zapytał Gregor
 - Tak bardzo się boje kochanie.
- Będzie dobrze nie myśl tak o tym.
- Spróbuje - uśmiechnęłam się do niego wzięłam go mocna za rękę i patrzyłam w jego cudowne oczy.  Naglę powiedział mi słowa które je znałam z piosenki  i zawsze jak je słyszałam brał mnie mocna w serce.
" Kocham - za bardzo.
Chcę – za bardzo
i teraz miałbym się poddać?
Nie – za bardzo.
Czuje – za bardzo.
Wiem – za bardzo,
żeby coś mieć musisz tego chcieć, jak bardzo?
Za bardzo, jak bardzo?
Za bardzo, jak bardzo? "
- Gregor wiesz jak działają na mnie te słowa ?
- Wiem, ale nie chce żebyś się tak bała wszystkiego.

Gdy wysiedliśmy z samolotu poszliśmy popatrzeć czy mamy jakiś autobus do mojej miejscowość.
Miał być dopiero za 20 min poczekaliśmy na niego.
 Czekała nas około 3 godzina jazda jeszcze. Gdy autobus dojechał pod mój dom przestraszyłam się zobaczyłam karetkę. Pobiegłam szybko do domu zapytałam się lekarza
 - Co tu się dzieje ?
- Ten pan miał zawał
- Ale on żyję?
- Tak udało nam się go uratować ale musi jechać na badania. A czemu pani pyta ? Jest pani z rodziny ?
- Tak jestem jego córka.
- To dobrze się składa. Pojedzie pani z nami.
- Dobrze.
Walizki odnieśliśmy do domu i pojechaliśmy razem z karetka. Długo czekałam aby wpuścić  mnie na sale do taty ale po jakiś 2 godzinach dopiero mogłam wejść.


Dawno mnie tu nie było wybaczcie ale nie miała czasu :( Za dużo się działo :* Jest rozdział 8 ale nie wiem kiedy będzie kolejny :)
 Miłego wieczorku :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz